29
Lis

Opłacalność fałszerstwa Artystycznego stwarza możliwości o tak wielkiej skali zarobkowej, że zawsze znajdą się imitatorzy. Fałszerze kierujący się pobudkami innymi, niż chęć zysku dopełniają tylko ogólnego obrazu. Rozważając zagadnienie fałszerstwa nie należy zapominać, że przez wiele wieków tworzono dzieła sztuki – owoc umiejętności rzemieślniczych i woli twórczej – nie troszcząc się o ich oryginalność, jedynie dla nich samych. Mistrz dzieła pozostawał ukryty w cieniu swego dzieła. Dopiero odrodzenie, po nieśmiałych próbach czasów gotyku, zaczyna akcentować osobowość twórcy. Dążenie do oryginalności przezwyciężyło obowiązującą uprzednio zasadę naśladowania wielkiego wzoru, a w przemianach zachodzących w tej postawie artysty odbijają się przede wszystkim przemiany ówczesnego otaczającego go świata. Około 1330 roku mistrz tak zacny, jak Johannes Tauler, dominikanin i mistyk, zalecał w swoich kazaniach: „Gorliwy malarz, który chciałby namalować dla siebie ładny obraz, przedtem upatrzy sobie innym dobrze namalowany, przeniesie z niego wszystkie punkty i linie na swoją deskę. I według nich ukształtuje potem swój własny obraz tak wiernie, jak tylko potrafi. Naturalnie, Tauler kieruje swą radę jedynie do malarza, „który chce namalować obraz dla siebie samego”, widac tu jednak wyraźne pominięcie twórczej indywidualności. Dla takiego dzieła – według naszych pojęć falsyfikatu, według ówczesnego wczesnego średniowiecza oryginału – musi się, pod tym względem, stosować kryteria zasadniczo różne od przyjętych dzisiaj. Przypuszczalnie pierwszy Leonardo da Vinci wkroczył na nową drogę zarówno jeśli chodzi o krytykę, jak o obserwację. W swoim traktacie o malarstwie stwierdza z zadziwiającą jasnością, że w malarstwie nie ma kopii równej oryginałowi, nie ma niezliczonego potomstwa jak w dziełach drukowanych. Dzieło malarskie sławi tylko swego stwórcę; dlatego jest jedyne i cenne. Jego jednorazowość wynosi je ponad nauki, które można wszędzie rozpowszechniać. Leonardo odrzucał naśladownictwo, gardziłw szelka imitacją: „Stultum imitatorum pecus”. Taka postawa zrównywała artystę z jego dziełem.